coworking-blog

wtorek, 18 listopada 2008

Prehistoria - czyli jak to się zaczęło

Zaczęło się zupełnie niewinnie. Od paru już lat pracowałem w domu i zadowolenie z tego faktu zaczęło ustępować irytacji problemami z godzeniem życia zawodowego i rodzinnego. Naturalną więc koleją rzeczy zwróciłem się ku poszukiwaniom lokalu na potrzeby własnej działalności. Lokal miał być w miarę dogodnie położony (nie tyle w centrum co z dobrym dojazdem), nieduży lecz przestronny, umożliwiający tak pracę jak i spotkania z klientami i współpracownikami, posiadający nadto pewny potencjał wnętrzarski. Ja się szybko okazało, nie dość, że znalezienie takowego lokum nie było łatwe to jeszcze trafiające się niekiedy propozycje były nie do przyjęcia finansowo. Nie można przecież pracować wyłącznie na utrzymanie biura!

Może więc inaczej. Do czego potrzebuję biura, tak naprawdę? W gruncie rzeczy: czasem możliwość cichej pracy, w oderwaniu od domu i dzieci, dostęp do szybkiego internetu i co uznałem jednak za bardzo ważne - możliwość przeprowadzania spotkań z klientami i współpracownikami w miejscu zapewniającym pewien standard. Przeprowadzanie spotkań wyłącznie u klientów lub w knajpkach nie zawsze było wygodne, a czasem wręcz nieodpowiednie i szkodliwe. I jeszcze urządzenia drukująco-kserujące - własne urządzenie o domowym standardzie to ciągły problem z eksploatacją, latanie z każdą kartką do punktu ksero to klęska organizacyjna. W obu przypadkach również spore koszty. I to właściwie wszystko. Reszta biura mieściła się z powodzeniem w laptopie i kilku tylko najważniejszych segregatorach. Czy można więc coś takiego znaleźć na rynku?

Po wielu godzinach spędzonych w sieci i poszukiwaniom po omacku okazało się, że właściwie nie. Owszem, są oferty wynajmu gabinetów i sal konferencyjnych, nawet na godziny, ale to zupełnie inny poziom finansowy i właściwie w ogóle nie ten rodzaj usługi. W toku poszukiwań trafiłem jednak w sieci na coś ciekawego...

COWORKING


Najpierw zauroczyły mnie zdjęcia niebanalnych, często postindustrialnych przestrzeni w których pracują sobie młodzi ludzie. Potem wczytałem się w sposób funkcjonowania tych miejsc zwanych przestrzeniami czy biurami coworkingowymi. Cóż więc to jest, ten coworking?. To idea pracy wielu niezależnych osób we wspólnym biurze. W celu ograniczenia kosztów, dzielenia infrastruktury i potencjalnie możliwej wzajemnej współpracy. Przeznaczony i tworzony jest przez ludzi wolnych zawodów, freelancerów pracujących dotychczas w domach pozwala oddzielić sferę pracy od domu, oraz daje szansę działania w twórczej atmosferze. Coworking nie jest wspólną firmą, nie oznacza wspólnej pracy - pozostawia jego uczestnikom całkowitą niezależność.

Kolejne godziny spędzone w sieci... Idea coworkingu mnie zaciekawiła. Chociaż przyznam, że chyba bardziej trafia do mnie pomysł i sposób organizacji biura i przestrzeni, niż ewidentnie społecznościowy charakter większości tego typu inicjatyw. Ale to już kwestia indywidualnego odbioru. Najważniejsze, że są miejsca gdzie można wynająć miejsce do własnej pracy, niekoniecznie nawet na stałe - można korzystać z biurka i całej biurowej infrastruktury wtedy kiedy najbardziej potrzeba - choćby i kilka tylko dni w miesiącu. Niemal zawsze ma się też dostęp do sal spotkań - często małych, ale dla mnie, wolnego strzelca to zupełnie wystarczające.

O takiej idei coworkingowej pracy możesz poczytać więcej tutaj:
Wikipedia: coworking
artykuł: coworking robi kariere takze w polsce; polityka.pl
artykuł: lek na samotność wolnego strzelca; gazetapraca.pl

Idea przyszła zza wielkiej wody, gdzie istnieje już od wielu lat i ciągle się rozwija;
w bardzo rozwiniętej formie mamy np. takie organizacje:
Office Nomads, USA
souk, USA
BlankSpaces, USA
CubeSpaces, USA
station-c, Kanada
jak i bardziej kameralnie:
suite133, USA
i mniej społecznościowo:
whitespace, USA

Ale i w Europie nie brak tego typu organizacji:
lemon studios, Wielka Brytania
la cantine, Francja
loft-to-work, Włochy
igluu, Holandia
nawet w Moskwie powstało coś podobnego:
communist

A teraz najważniejsze chyba - co mamy w PL? Nieliczne inicjatywy, bardzo skromne i raczej w fazie rozwoju, które - przynajmniej na razie - nie zapewniają pełnego komfortu pracy. Radość moja była więc przedwczesna...

WNIOSKI


Pozostało zauroczenie coworkingiem, i choć z mojego punktu widzenia ma on pewne wady to potencjał jest w nim ogromny. Problem leży tylko w tym, że nie jest jeszcze /?/ u nas zbyt znany i jego ewentualny rozwój, a co za tym idzie możliwość korzystania z niego to dopiero przyszłość. A może należy nieco inaczej postawić akcenty? Nieco mniej społeczności a więcej bezpośrednich korzyści. Owszem, wspólne miejsce pracy gdzie jest możliwość nawiązania interesujących kontaktów zawodowych i ogólnej wymiany myśli, ale bardziej miejsce indywidualnej pracy z wykorzystaniem wspomagania prac biurowych. I małe sale spotkań - to jest to czego mi brakuje na rynku; są oferty wynajmu sal konferencyjnych, małych czy dużych, ale są to jednak sale konferencyjne dla kilkunastu a nierzadko ponad 20-ciu osób - jak często potrzeba jednoosobowym przedsiębiorcom takich sal? A gdzie spotkać się z klientem w postaci jednej-dwóch osób? Osób o takich potrzebach musi być przecież więcej, w końcu pracujących na własnych rachunek wolnych strzelców wcale nie jest mało. Architekci i wnętrzarze, programiści, doradcy, tłumacze, dziennikarze... A z pewnością nie każdy chce i może pracować w domu.

Zrodziła się więc pewna myśl... odpowiedzieć na zapotrzebowanie.

Archiwum